W wielu polskich uczelniach start zapisów na kursy języków obcych stał się wydarzeniem logistycznym wymagającym sztabu organizacyjnego – i mniej cierpliwości niż testów poziomujących. Studenci skarżą się na:
- systemy, które zalewają żetonami i platformami zapisu – jeśli nie jesteś online dokładnie o określonej godzinie, możesz przegapić kurs;
- ograniczone miejsca w grupach, szczególnie w językach mniej popularnych – angielski się zawsze „sprzedaje”, inne języki często nie;
- długo oczekujące kolejki do grup – zarówno realne (w budynku uczelni), jak i wirtualne, gdzie systemy kolejkowania automatycznie przypisują oczekujących, gdy miejsca się zwolnią.
Jedna z studentek Uniwersytetu Wrocławskiego opisała, że spędziła trzy godziny przed komputerem, odliczając sekundy do momentu otwarcia zapisów – by po chwili zobaczyć komunikat o braku miejsc. Inny student z Uniwersytetu Śląskiego przyznaje, że musiał zapisać się na „drugi najlepszy język”, bo szybciej były dostępne grupy niemal wszystkich innych języków oprócz angielskiego.
Uczelnie tłumaczą, że rosnące zainteresowanie kursami, brak miejsca w salach, limit lektorów i struktury programowe stanowią barierę – jednak studenci proszą o usprawnienia. Proponują m.in. zwiększenie liczby grup, bardziej równomierną ofertę językową, możliwość zgłoszenia preferencji już na etapie rekrutacji oraz wprowadzenie systemu automatycznego powiadamiania o dostępnych już grupach.
Dla wielu studentów sprawny zapis to nie tylko formalność – to kwestia możliwości dokonania planów studiów zgodnych z zainteresowaniami i kierunkiem kariery. Gdy kolejki są zbyt duże, zamiast uczyć się spójnie, wielu wybiera kursy zastępcze lub automatyczne przypisania, co obniża satysfakcję z nauki i poczucie własnej autonomii.